CoolDown DOUBLEHANDED Challenge

 

Żeglarskie wyczyny co raz częściej wpisują się w grafiki wielu żeglarzy gdyż to właśnie forma rejsów SingleHanded oraz DoubleHanded staje się dla nich ich własnym Mont Everestem. Członkowie załóg jachtów, którzy mówią, że mają swoją „działkę” na jachcie i są w niej mistrzami, widzą konieczność posiadania w załodze osób o różnych kwalifikacjach i często niewyobrażalne wydaje się im, aby jeden człowiek posiadał te wszystkie kompetencje, nie mówiąc o tym, żeby jeszcze ta osoba wykonywała to wszystko samodzielnie.

previous arrow
next arrow
Slider
 Foto: Maja Glebow/Cezary Spigarski/Jacek Chabowski

 

Wydawać się może proste i oczywiste, że kiedy się płynie samotnie i jedna osoba obsługuje jacht to łatwo można dojść do przekonania, że w dwójkę będzie łatwiej bo są dwie osoby. W rzeczywistości biorąc od uwagę konieczność odpoczynku i snu okazuje się, że w przypadku pływania w DoubleHanded (przekorni „w parach”) na pokładzie w zespole potrzeba dwóch żeglarzy SingleHanded, którzy są w stanie całkowicie zastąpić i każdy z nich jest w stanie płynąć samodzielnie. Jedna osoba na pokładzie druga pod pokładem. Podobnie jak w rejsie samotniczym trzeba na siebie tak samo uważać!

W moim przypadku było z goła odmiennie gdyż od początku ścigania się chciałem pływać samotnie i do tej pory wydawało mi się, że pływanie w double nie jest dla mnie bo to nie jest już wyczynem, a żeglowanie w załodze to wręcz nuda i nie ma co robić.

Jak widać do wszystkiego człowiek dorasta. Pomimo, że mam za sobą już starty w regatach DoubleHanded to wcześniej przyświecały im inne trochę inne cele. Z kpt. Joanna Pajkowską podczas regat Poloneza mniej interesowała mnie rywalizacja z innymi jachtami, a raczej próbowałem się uczyć i zdobywać od niej wiedzę w zakresie pływania samotniczego i cały udział w regatach analizowałem i porównywałem – jak to i jak tamo – kiedy będę sam na Atlantyku.

W tym roku ze względu na mój długo wyczekiwany start w regatach OSTAR nie planowałem niczego więc w sezonie żeglarskim na Bałtyku. Niestety szybszy i nieplanowany powrót do Polski pozwolił na start jeszcze w kilku imprezach żeglarskich z czego na sam koniec sezonu, prawdziwym „rzutem na taśmę” wziąłem udział w imprezie CoolDown DoubleHanded Challenge (100Nm) będącej młodszą córką długodystansowych regat Gdynia DoubleHanded Yachtrace (400 Nm) organizowanych w czerwcu również przez Pawła Wilkowskiego.

Paweł od kilku lat organizuje regaty DoubleHanded upatrując w tej formule pewną niszę i chyba samemu  czerpiąc radość właśnie z takiej formuły ścigania. Fajnie, że takie inicjatywy się pojawiły gdyż tak jak regaty Bitwa o Gotland dają kwalifikację m.in. do regaty transatlantyckich OSTAR tak regaty Gdynia DoubleHanded  Yachtrace daje kwalifikację np. do AZAB.

Początkowo rysująca się trasa wydawała mi się tak bliźniaczo podobna do trasy regat Gdynia-Władysławowo-Gdynia, że miałem pewne wątpliwości co do udziału w niej, tym bardziej, że choroba mojego załoganta stawiała mój start pod znakiem zapytania. Na szczęście z pomocą przyszedł kpt Jacek Chabowski (mówiąc językiem informatycznym) udostępniając swoje Polledowe zasoby.

Możliwość (jednorazowego – co podkreślał Jacek) transferu członka załogi Polled Sailing Team – Anny Majewskiej okazał się jak zawsze w takich sytuacjach także transferem wiedzy i doświadczenia gdyż każda nowa osoba coś wnosi ze sobą na pokład.

Przy tej okazji pojawił się plan przetestowania nowej konfiguracji żaglowej. Rywalizacja w wielu imprezach regatowych zawsze dawały mi niedosyt prędkości w stosunku do biegunowych jachtu i od pewnego czasu chodziła po głowie myśl aby wycofać się z żeglugi na łatwym genakerze i spróbować spinakera. Prognozy pogody pokazywały, że od znaku ZN do WLA będzie trasa spinakerowa. Około 20Nm downwindu.

Jest decyzja wspólnego startu. Uzgodnienie urlopów w pracy zajęło kilka dni ale się udało. Wspólnie z Jackiem, Zbyszkiem, Staszkiem i Anią w piątek tuż przed regatami wychodzimy na próby i trening pływania ze spinakerem. Okazało się, że Ania doskonale ogarnia dziób i manewry wyglądają dobrze i obiecująco. Spinaker pożyczony na regaty od Krystiana z jego Św. P. Sunrisa pomimo już nie najnowszego kroju spisuje się bardzo dobrze. Pozostaje się sklarować, spakować najważniejsze rzeczy i w drogę do Gdyni na obowiązkową odprawę.

Po raz kolejny czytam listę wymagań (regaty organizowane są wg OSR kat.3 ISAF) i jestem mile zaskoczony. To co wcześniej słyszałem w deklaracjach organizatorów widzę, że przekuło się w konkretne działania. Organizatorzy regat Wielka Żeglarska Bitwa o Gotland i Gdynia DoubleHanded Yachtrace obrali pewien wspólny kierunek w zakresie przygotowania skipperów oraz jachtów do regat offshorowych. Od kilku lat zbliżone aczkolwiek stale podnoszone wymagania sprawiają, że uczestnicy regat (około 80% to ci sami żeglarze) mają okazję do stopniowego i systematycznego doposażania jachtów bez konieczności dokonywania wielkich nakładów finansowych w krótkim czasie.

To, co zwraca uwagę to również podobne podejście organizatorów do zapewnienia osłony, zespołu brzegowego i poprawy komunikacji podczas regat. Pomimo, iż regaty CDC (Cooldown DoubleHanded Challenge) odbywają się w zasięgu lądu to organizator zadbał o jacht asystujący, który szczególnie dobra robotę zrobił w końcówce stawki, asystując mniejsze jachty i zapewniając należytą komunikację. Pozdrowienia i podziękowania dla załogi TriMixa’a.

Wspólne kierunki w organizacji regat ujawniają się także w komunikacji z SARem (lista załóg, informacja o regatach, trasie i wyposażeniu jachtów przekazywana do służb ratownictwa),  organizacji komunikacji na morzu czy w końcu, co chyba najważniejsze – budowanie świadomości samych uczestników.

Przypuszczam, że gdyby sprawdzić chociażby wyposażenie jachtów biorących udział w regatach da lata temu to na palcach jednej reki policzylibyśmy jachty wyposażone w żagle sztormowe. Dziś na starcie regat, co potwierdzają inspekcje jachtów wszyscy uczestnicy posiadają co najmniej foka sztormowego oraz refowanego z godnie z przepisami grota do minimum 40% jego powierzchni.

Taki stan rzeczy cieszy tym bardziej, że służy to za równo żeglarzom jak i imprezom. Jak to przysłowie mówi „Zgoda buduje, a nie zgoda …” Można mieć tylko nadzieję, że organizatorzy innych regat również pójdą drogą współpracy, co być może przyczyni się do wzajemnej i wspólnej drogi kwalifikacji do regat lub wspólnej sezonowej punktacji w klasyfikacji offshorowej Single i DoubleHanded.

Myślę, że w imieniu uczestników można powiedzieć tylko – brawo  i dziękujemy za obranie wspólnego kursu!!!

***

Ale wróćmy do samych regat.

W piątek po sprawnej inspekcji jachtu wykonanej przez Tomka Konnaka, mamy chwilę na omówienie strategii i parę godzin snu. Sobota 29.09 (dzień chłopaka – chyba wymarzony) kawa, odprawa skipperów i w drogę na Zatokę gdzie o godzinie 1200 LT start regat. Punktualnie12.00 sygnał startu i zaledwie kilka jachtów Hobart, Zena i chyba jeszcze dwa jachty przechodzą linię startu, a pozostałe w większości jeszcze z fokami na rollerach dokonują nerwowych manewrów. My robimy zwrot i tuż przy Maxi Honey przecinamy linię startu i bez boji rozprowadzającej obieram kurs na pławę ZN.

Nie wiemy co się stało, że tak wiele załóg przespało start. Sygnał startu nas również nie przekonywał ale widząc Hobarta na linii startu wyostrzamy do wiatru i już bierzemy udział w regatach. Kilka godzin bajdewindem do ZN i potem wyczekiwany kurs spinakerowy. Do samego końca analizujemy pogodę i zastanawiamy się, czy uda się postawić przedni żagiel. Mijamy pławę i podejmujemy decyzję, że spinaker do góry. Idzie nam to dość sprawienie i po kilku minutach mamy postawionego spinakera. Okazuje się, że wiatr idealny, a pogoda nas rozpieszcza. Kilka godzin na spinakerze, słońce, umiarkowany, stały wiatr i zachód słońca nad Władysławowem BAJKA!!!

Żegluga z wiatrem już dawno nie sprawiła mi tyle przyjemności. Spinaker daje tą wielką satysfakcję, że oprócz kursu po najkrótszej drodze daje możliwość napawania się prędkością. Genaker niestety oprócz tego, że przy pełnym kursie jest mniej wydajny to przy baksztagach oprócz szukania maksymalnej prędkości nie daje oczekiwanych przyrostów prędkości na jachtach turystycznych.

Zbliżamy się do boji WLA. Spinaker jest ze skarpetą, a my nie mamy podwójnych brasów więc do samego końca analizujemy manewr przebrasowania. Zamieniamy się na pozycjach. Ja idę na dziób ogarnąć spinakerbom, a Ania do kabestanów i lin. Ostatecznie decydujemy się na założenie dodatkowego brasa, sprawnie robimy przebras i ostrzymy za pławą na Pn. Niestety siła ponad 20kn wiatru z „połówki” powoduje, że momentalnie nas wywozi i dosłownie kilka minut po zwrocie zrzucamy spinakera i stawiamy foka. Szybki kurs półwiatrowy daje prędkość około 8kn więc jest dobrze. Jesteśmy 3 na pławie WLA i co dało nam największa satysfakcję to po raz pierwszy nasi rywale, z którym ścigałem się w wielu regatach zobaczyli rufę OPOLA.

Ania momentalnie współdzieli radość z członkami Polleda, którzy zostali na lądzie i kibicowali nam z domu ale ja niestety wiedziałem, że ta chwila po mimo, iż radosna nie potrwa długo. Na powrocie czeka as „lanie” bo poprawa żeglugi Opola na wiatr to kolejne wyzwanie czekające przede mną w roku 2018. W każdym razie kwestia downwindu jednoznacznie obnażyła uroki łatwego wożenia się na gannakerze.

Powrót okazał się bardzo wyczerpujący. Żegluga pod zmienny wiatr, pod trudną i krótką falę i do tego silny prąd jaki występował wzdłuż Helu skutecznie odbierała radość żeglugi. Do tego zimno przy żegludze pod wiatr idealnie wpisywało się w tytuł jesiennych regat Cooldown DoubleHanded Challenge. Po około ośmiu godzinach mijamy znowu pławę ZN i prosto na metę w Gdyni ostatecznie zajmując nie najgorsze ale to najbardziej nielubiane przez sportowców 4 miejsce w grupie OPEN.

Po 21,5 godzinie lądujemy w marinie Gdynia. Tu czas na odpoczynek, relax i integrację z innymi załogami podczas uroczego zakończenia regat.

Start w regatach DoubleHanded dostarczył sporo radości i satysfakcji z żeglugi w tej formule. Pokazał, że jest to nie mniejszy wyczyn od pływania samotniczego, a może dostarczyć wielu pozytywnych wrażeń  jakie towarzyszą rejsom załogowym.

Dziękuję Anna Majewska – CoSkipper za wspólny start, który pozwolił przetestować inną konfigurację żaglową oraz poprawić wyniki łódki, załodze Polleda2 za trening na morzu oraz uczestnikom i organizatorom za wspaniałą zabawę i wspólną rywalizację!!!

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com